Po prostu nie idź, po prostu nie idź!
02 kwiecień 2022

Yurii Biriukov, ambasador organizacji pozarządowej "Community Matters", o swoich wrażeniach z podróży do Irpin i Bucha:
"Wczoraj otrzymaliśmy zadanie. Nie była to misja bohaterska czy bojowa. Mieliśmy rozpoznać sytuację w trójkącie Irpin-Bucha-Gostomel i umożliwić dostarczenie pomocy humanitarnej. W jakiś sposób, absolutnie automatycznie, przygotowaliśmy w nocy kilkaset paczek żywnościowych, zebraliśmy wodę, lekarstwa i żywność dla niemowląt. Ale bez jasnych planów rano wyruszyliśmy na misję zwiadowczą.
"Po prostu nie idź, po prostu nie idź." Przylgnęła do mojego rękawa i nie chciała puścić.
Nie opublikuję większości dzisiejszych zdjęć. Nie opowiem o szczegółach. Postaram się zepchnąć to wszystko w najdalszy zakątek mojej pamięci. Widziałem wiele zniszczonych miast w ciągu ostatnich ośmiu lat, popioły rosyjskiego świata. Ale nie widziałem jeszcze konsekwencji "zabawy" Rosjan z nieuzbrojonymi cywilami, zastrzelonymi dla zabawy. Nie zapomnę. Staram się nie pamiętać, ale nie zapomnę. I nigdy nie wybaczę. Nienawidzę tego. Nienawidzę wszystkiego, co rosyjskie. Wszystkich Rosjan.
"Po prostu nie idź, po prostu nie idź." Przylgnęła do mojego rękawa i nie chciała puścić.
Myślę, że byliśmy pierwszym konwojem humanitarnym w Buka. Bez bohaterstwa, nie oddaliśmy ani jednego strzału, by wyzwolić Buczę. Przywieźliśmy jedzenie. I ludzie zaczęli... jakoś... wyciągać do nas ręce. Dotykali naszych szewronów. Przytulali nas i dziękowali. Płakali. Płakali przez cały czas. Płakali przez cały czas. Przytulali nas. Przytulili. I znowu płakali. A potem były psy. Mnóstwo psów. Alabamy i labradory. Bull teriery i owczarki. I one również przylgnęły do nas, próbując znaleźć w nas nowych właścicieli.
"Proszę, nie idź, proszę, nie idź". Złapała mnie za rękaw i nie chciała puścić... Stała obok mnie, płacząc i trzymając mnie za rękaw. Mocno, wytrwale, aż do bólu. I próbowała się przytulić. A ja trzymałem jej pudełko z zakupami w głupi i bezsensowny sposób i bełkotałem coś nieartykułowanego o tym, że jesteśmy tutaj, jesteśmy tutaj, JESTEŚMY JUŻ TU, i będziemy tutaj, i przepraszamy za to, że trwało to tak długo, za to, że było tak głośno, za to, że było tak boleśnie. Obiecałem, że jutro znów tu będziemy, a inne bataliony, patrzcie - nasze czołgi, nie bójcie się, są nasze.
Została powoli zabrana. Rozdaliśmy całe jedzenie i udaliśmy się do bazy.
Prawdopodobnie czeka ją najdłuższa i najbardziej przerażająca noc w życiu. Dzisiejszej nocy, nawet jeśli nie będzie już ostrzału. Wiem na pewno, że nie będzie mogła spać i będzie czekała na jutro.
I na pewno wrócimy jutro. Wiem to na pewno".